Polub bloga na facebooku

Polub bloga na facebooku:    

piątek, 1 listopada 2013

Doniesienia z Frondy

Ostatnio trafiłem na takie cudeńko:


Frondę na fejsbuku linkuje szybko Uważam Rze. Oczywiście to nie pierwszy i nie ostatni raz kiedy Fronda nie sprawdza źródeł tylko przepisuje bez sensu. I to z błędami. Po pierwsze DSM 5 nie wydaje Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne tylko Psychiatryczne, po drugie, jeśli zajrzymy na stronę DSM 5 w zmianach w stosunku do DSM 4 możemy znaleźć:
This change in viewpoint is reflected in the diagnostic criteria sets by the addition of the word disorder to all the paraphilias. Thus, for example, DSM-IV pedophilia has become DSM-5 pedophilic disorder.
Czyli oczywiście jak zwykle ból dupy o nic. Zauważają to różne portale psychologiczne i nawet religijne.

Ale za Frondlami pani psycholog Bogna Białecka z Polonia Christiana zauważa:
Póki łatka pedofila jest przydatna do stygmatyzowania kapłanów katolickich nie będziemy mieć zdecydowanych ruchów prawnych w zakresie legalizacji pedofilii.
Wniosek? Kościół katolicki, ukrywając ekscesy pedofilskie, tak na prawdę broni naszą cywilizację i jej fundamenty przed upadkiem!

Make sense!

sobota, 7 września 2013

Szlachetne interesy Rosji

Krótka hejtnotka. W Gazecie Wyborczej na stronie poświęconej konfliktowi w Syrii znajduję taki oto tekst (przepraszam za piractwo, ale wydanie papierowe żyje jeden dzień, więc czuję się usprawiedliwiony przedłużając jego żywot):


Ufffff, czyli Rosja nie jest przeciwna interwencji z jakichś tam pustych powodów ekonomicznych, nie chodzi tu o kasę tylko o zasady i wysokie ideały. Jeżeli Putin w przyszłości zechce zagazować część swoich obywateli, to wyszedłby na hipokrytę gdyby teraz był zwolennikiem interwencji w imię obrony praw człowieka. Nie, hipokryzja to na Kremlu największa potwarz. Co tam śmierć i cierpienie cywili kiedy na szali postawiona jest "suwerenność państwowa".

sobota, 3 sierpnia 2013

60% księży profesora Baniaka

Trochę czasu już minęło od publikacji artykułu o którym dzisiaj chcę pisać. Może dobrze - emocje trochę ucichły, pojawiło się trochę więcej danych, można napisać o tym racjonalną notkę. Artykuł rok temu wywołał gigantyczną burzę. Mowa o wywiadzie z prof. Józefem Baniakiem który wydrukowany został w Newsweeku i stał się tematem numeru. Po publikacji z tygodnika odszedł Szymon Hołownia.Temat podjęła za Newsweekiem gazeta wyborcza, a Tomasz Terlikowski, mocniej niż zwykle ciskał numerem Newsweeka o ścianę. Problem polega na tym, że Terlikowski twierdzi że te dane są wyssane z palca, a Hołownia odwołuje się do danych anegdotycznych:
"Celibat to fikcja"? U większości księży, których znam to się nie zgadza, żyją w celibacie i on naprawdę im służy. "Kościół toleruje podwójne życie księży"? Na każdy jeden taki przypadek dam dziesięć gdy nie toleruje.
A my przecież rozmawiamy tutaj o danych naukowych, o wynikach naukowca, więc już po upływie czasu i spadku emocji może przeanalizujemy na serio, skąd te dane na ile są prawdziwe i jaka użyta była metodologia. Ot tak dla sportu, może trzeba zobaczyć kto tutaj miał rację.

Autorem badania jest prof. Józef Baniak socjolog religii z Poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, w tekście zamieszczonym w Newsweeku czytamy:
Prawie 60 proc. polskich księży utrzymuje kontakty seksualne z kobietami, a około 10-15 proc. ma dzieci ze swoimi partnerkami - twierdzi prof. Józef Baniak z poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. [...] Jeszcze kilka lat temu prof. Baniak szacował, że około 10-15 proc. księży, którzy są w związkach z kobietami, ma też z nimi dzieci. Dzisiaj mówi, że trzeba te szacunki traktować jako zaniżone. Nie ma jednak twardych danych, bo dopiero opracowuje najnowsze statystyki.
Lampka alarmowa powinna się zapalić kiedy czytamy, że naukowiec stwierdza jakiś fakt mimo, że nie ma jeszcze twardych danych.

W późniejszym wywiadzie z profesorem Baniakiem na portalu natemat możemy przeczytać:
To zjawisko badam od 25 lat. W latach 80. i 90. przebadałem 300 byłych księży. Na przełomie lat 90. przebadałem 800 księży, którzy wciąż pełnili posługę kapłańską. 60 proc. z przebadanych przeze mnie duchownych jest lub była w związku z kobietami. Te badania wciąż nie są zakończone, ciągle ja aktualizuję, powiem nawet, że są już nieco nieaktualne, bo to zjawisko wciąż się nasila.
Przepadał 300 byłych księży i 800 księży czynnych i wykrył, że 60 proc z nich ma lub miało kontakty z kobietami. Łatwo się domyśleć, że byli duchowni w większości mieli a tym bardziej mają kontakty z kobietami. Skąd jednak ta proporcja? Sprawdźmy. Wychodzi na to, że w badaniu przeprowadzonym przez baniaka ponad 27 proc stanowią byli księża. Jak to się ma do ogólnej grupy badanej czyli całego duchowieństwa? Ciężko o te dane i kiedy szukam ich i tak odbijam się od badań prof. Baniaka, który twierdzi, że nieoficjalnie nawet połowa kapłanów odchodzi do "cywila", no ale prof. nie może być sędzią we własnej sprawie. Tutaj możemy przeczytać, że szacuje się, że około 22% księży rezygnuje z kapłaństwa. Faktem jest jednak, że nie ma dostępu do oficjalnych statystyk i ta liczba może być zaniżona.

Do tego pomieszania byłych księży z czynnymi wątpliwości ma też Szymon Hołownia (choć autorytetem naukowym nie jest, to zapytał "znajomych socjologów") i Terlikowski (jw. on nawet nie pytał).

Problem okazuje się w ogóle jednak nieistotny. Zaglądając do samego badania na stronie 233 możemy zobaczyć, że eksksięża i obecni księża traktowani są osobno:


Jeżeli chodzi o obie grupy autor badania pisze tak:
Analiza ta ma u swych podstaw szerokie i wieloletnie badania socjologiczne, jedyne w kraju, zrealizowane wśród dwóch określonych grup księży rzymskokatolickich: a) wśród księży parafialnych i zakonnych, którzy przeżyli ostry kryzys swej tożsamości kapłańskiej, a później zrezygnowali z kapłaństwa i powrócili do życia świeckiego w małżeństwie i rodzinie; b) wśród księży parafialnych i zakonnych, którzy albo przeżyli kryzys swego kapłaństwa i powołania, lecz nie  odeszli z ,,zawodu” kapłańskiego i pozostali mężczyznami–duchownymi, albo też kryzysu takiego nie przeżyli i ciągle funkcjonowali (do momentu badań) bez przeszkód w kapłaństwie w parafiach i w zakonach, interesując się jednak tym problemem w różnym stopniu. [...] Z kolei w drugich badaniach kontakt nawiązałem z 800 księżmi pracującymi w Polsce w parafiach i w zakonach, lecz uczestniczyło w nich 744 księży, czyli 93% próby kontaktowej, zaś pozostali księża nie zechcieli uczestniczyć w nich z różnych powodów.
Czyli druga grupa (b), o której mówimy zawiera księży i takich, którzy przechodzą/przechodzili kryzys i takich, którym kryzys jest obcy, nie wiemy jednak jak dobierana została ta grupa i na ile odzwierciedla to pełny obraz duchowieństwa. Tego niestety nie dowiadujemy się z wyżej podlinkowanej publikacji. I wydaje mi się, że jest to główny zarzut do wiarygodności tej pracy.

O randomizacji badanych prof. Baniak pisze tak (wywiad z natemat):
Zastosowałem wywiad standardowy i pogłębiony oraz ankiety internetowe. Większość duchownych przebadałem za pomocą kwestionariuszy, inni się do mnie zgłaszali lub sam do nich jeździłem. [...] Księży do badania dobierałem w większości losowo, jeśli chodzi o ankiety. Ci, którzy się zgłosili, też w jakiś sposób byli "losowi", bo ja ich o to nie prosiłem. 
Ja tutaj osobiście widzę duży problem. Prof Baniak od lat prowadzi badania na temat celibatu księży, jest z tego znany. Jeżeli uważa, że księża którzy się do niego zgłaszają, są "losowi" to jest to poważna wada metodologiczna, która na pewno poważnie wpływa na zawyżenie ostatecznego wyniku. W rozmowie o metodologii profesor jest jednak dużo bardziej oszczędny niż w Newsweeku, nie piszę o 60% polskich księży tylko pisze już:
 Oczywiście liczę się z błędem statystycznym oraz społecznym. To wskaźniki procentowe odnoszące się do przebadanych przeze mnie osób. Nie muszą odnosić się do całej populacji. Ale dają solidne podstawy by uświadomić sobie skalę zjawiska.
Jakie więc możemy wyciągnąć wnioski po ponad roku od publikacji.

- Po pierwsze: lubimy dyskutować o badaniach których nikt nie czyta.

- Po drugie: badanie prof. Baniaka wymaga jeszcze dokładnego uściślenia jak dobierana była grupa badawcza, z wypowiedzi na łamach prasy możemy mieć co do tego poważne wątpliwości, ale nie możemy wyciągać wyrwanych z kontekstu wypowiedzi z gazety i za ich pomocą krytykować badania. Profesor Józef Baniak, powinien i byłoby to w dobrym smaku, skomentować ten drażliwy wątek. Niestety nie odpowiedział na moją mailową prośbę, a także nie udało mi się znaleźć w internecie, żadnego szczegółowego opisu na ten temat.

- Po trzecie: opieranie stwierdzenia w popularnym tygodniku na podstawie badań jednej osoby, które nie były zweryfikowane przez nikogo i nie ma pełnej wiedzy o ich metodologii jest poważnym nadużyciem. Do tego pokusa dobrego headline'u jest dużo silniejsza niż uczciwość dziennikarska. Stąd potem takie kwiatki:


- Po czwarte: mimo krytycznych głosów nawet biorąc pod uwagę pewne nieścisłości metodologiczne i nawet dzieląc wyniki prof. Baniaka na pół. Widzimy, że skala zjawiska jest ogromna i oburzenie jakie wywołał artykuł, ostentacyjne odejścia i ciskanie tygodnikiem o ścianę powinny być zastąpione rzetelną dyskusją. Rozmawiamy w końcu o nauce, a w nauce liczą się konkrety a nie emocje.

środa, 24 lipca 2013

Marcin Rotkiewicz vs the World

Po niedawnej publikacji Marcina Rotkiewicza pt. "Ekościema" zamieszczonego w tygodniku Polityka (nr 29 2916) (tutaj link do elektronicznej wersji artykułu, niestety za paywallem), jak można było przypuszczać wylała się fala krytyki, najczęściej personalnej. Pojawiły się też nieliczne merytoryczne zarzuty i polemika z autorem. Wszystko to rozrzucone po internecie i trudne do ogarnięcia, jednak bardzo ciekawe z wielu względów. Warto zwrócić uwagę na religijny charakter przeciwników tego tekstu. Właściwie ciężko znaleźć merytoryczne komentarze, najczęściej są to po prostu ataki ad personam połączone ze spiskową teorią dziejów. Oto parę przykładów:




Oczywiście w internetach pisze się wszystko, ale to dobra próbka przeciwników artykułu Rotkiewicza. (jakby ktoś chciał więcej i mocniej to zapraszam tutaj) Nie mam zamiaru, polemizować tutaj z oponentami, wielu mądrzejszych i sam zainteresowany robi to dużo lepiej ode mnie. Chciałem po prostu pozbierać do kupy całą tę dyskusję, żeby nie zginęła za miesiąc w odmętach sieci. Siłą rzeczy będę też ten wątek aktualizował co jakiś czas o nowe głosy w sprawie. Ot taka mała kronika sporu. Będę wdzięczny za pomoc w jej uzupełnianiu.

Tuż po publikacji oprócz lawiny komentarzy w stylu powyższych, pojawiły się pierwsze felietony i głosy blogerów. Zaczęło się od Krytyki Politycznej, gdzie w swoim felietonie Tomasz Piątek zajął się głównie oczernianiem autora:

http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130719/superchwast

Oraz Hanna Gill-Piątek:
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130721/gmo-luddysci-oraz-dobrzy-naukowcy

Bardzo szybko zareagowali blogerzy:

http://slwstr.net/blog/2013/7/20/risercz-ziemkiewiczowski-piatka
http://blogdebart.pl/2013/07/22/luddysci-przed-komputerami/

Oraz sam autor:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20130723/rotkiewicz-odpowiedz-superchwasta
Po tej ripoście redakcja Krytyki Politycznej przeprosiła Rotkiewicza za Piątka:


W komentarzach nagle zaczął się pojawiać bardzo często link do pewnego bloga. Min Jaś Kapela i wymieniona już Hanna Gill-Piątek powoływali się na zawarte w tej notce argumenty. (Swoją drogą był to pierwszy w miarę rzeczowy i polemiczny tekst):


Marcin Rotkiewicz na swoim facebookowym profilu, odpowiedział na zarzuty zawarte w tym tekście  (do screenu z polemiki, która jest bardzo długa link tutaj)

I  dość lakoniczna odpowiedź bloggera:


Stowarzyszenie Polska Ekologia wyraża sprzeciw w liście otwartym i powołuje się na badania naukowe niewiadomego pochodzenia. Pod listem podpisana jest pani Ewa Rembiałkowska znana np. z takich merytorycznych i naukowych wypowiedzi.


Jak zwykle można też polegać na rzetelnym komentarzu Greenpeace Polska:


Niesamowite dla mnie, że tak w sumie prostym i rzeczowym tekstem można włożyć aż tak głęboko kij w mrowisko. Rzesze oponentów mają problem z uzasadnieniem swojego zdania. Nie przytaczają, żadnych danych, żadnych źródeł, po prostu stwierdzają, że tekst zawiera np. "przeinaczenia, półprawdy, niedomówienia i insynuacje", ale już nie wytykają ich konkretnie.  Przypomina to religijny fanatyzm i argumenty na poziomie "sługus szatana" albo "nie zaznał łaski wiary". Osoby które uważają się za ekologów, tak na prawdę z ekologią mają niewiele wspólnego, a szkoda bo prawdziwa "Ekologia oparta na faktach" (EBE??), mogłaby przynieść wiele pożytku. W rozmowie ze znajomą spotkałem się z takim też zarzutem wobec Rotkiewicza, że oto wstrętne szkiełko i oko, że liczy się tylko świat materialny, ale nie uwzględnia duchowego pierwiastka, jak ludzie czują się kiedy są bliżej ziemi i natury. Tylko, że jest to ten sam argument co "bóg istnieje bo ludzie czują się lepiej kiedy w niego wierzą". Nikt nikomu nie zabrania wiary w Boga, tak samo jak nikt nikomu nie zabrania kupować ekologiczną żywność, ale czy nie powinniśmy przed podjęciem jednego, lub drugiego wyboru poznać wszystkich dostępnych informacji?

Kolejna polemika, tym razem stonowana i zarzucająca w mojej opinii Rotkiewiczowi, że atakował nie rolnictwo ekologiczne, a raczej straw mana w swoim tekście:

http://www.biokurier.pl/aktualnosci/2154-zywnosc-ekologiczna-to-nie-jest-ekosciema

cdn.

[update 29.07.2013]

Obrońców ekologicznej żywności ciąg dalszy, tutaj artykuł przepełniony wręcz argumentami:
http://www.ekopartner.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=732:panie-i-panowie-czy-ekozywnosc-to-sciema&catid=79&Itemid=531

I kolejna polemika:
http://ekoarka.com.pl/uprawa/138-p-stratenwerth-kto-tu-sciemnia

[update 02.08.2013]

W nowej polityce, krótkie podsumowanie całej polemiki. Całość za paywallem, ale nie ma tam nic czego nie możemy przeczytać w powyższych linkach.

W zeszłotygodniowym Newsweeku jednak na kontrę cały dział o rolnictwie ekologicznym i jego pochwała:
Dzięki wykluczeniu nawozów sztucznych i pestycydów producenci nie zanieczyszczają gleb i wód gruntowych, zużywają także mniej energii - podkreśla Jacek Makowiec, prezes Polskiego Towarzystwa Promocji Zdrowego Życia i Żywności. - Pamiętajmy, że rolnictwo ekologiczne to nie tylko produkcja żywności o wysokich parametrach, lecz także ochrona środowiska naturalnego". albo: "Swoje robi też agresywny marketing producentów żywności konwencjonalnej. Mimo, że ich produkty nie mają certyfikatów, przekonują oni odbiorców, że kupują <zdrową żywność>, choć tak na prawdę pełno w niej chemikaliów […] - mówi Sylwia Rybicka z Symbio Polska.
A w aktualnym numerze (31/13) tegoż tygodnika: artykuł "Kolacja z Frankensteinem" autorstwa Marka Rabija gdzie można przeczytać wszystkie znane już argumenty, o samobójstwach rolników w Indiach, o badaniach Arpada Pusztaia i inne znane już wszystkim kwiatki.

Tymczasem Marcin Rotkiewicz dyskutuje w Polskim Radiu na tematy poruszone w swoim artykule:
http://www.polskieradio.pl/23/179/Artykul/901375,Ekologiczna-zywnosc-zdrowsza-czy-nie

[update 07.09.2013]
W Natemat pojawił się artykuł podsumowujący całą dyskusję. A pod artykułem kolejne przepełnione rzetelnymi argumentami komentarze:




czwartek, 18 lipca 2013

Dieta zgodna z grupą krwi

Od jakiegoś czasu nie jem mięsa, trochę się do tej decyzji zbierałem, ale w końcu gruba krecha i przez osiem miesięcy nie tknąłem kotlecika ani skrzydełka i bardzo mi z tym dobrze. Jedynym efektem ubocznym zmiany diety jest wzmożona ilość rozmów na temat wegetarianizmu i moich motywacji. Oczywiście gdy odpowiadam, że chodzi o kwestie etyczne rozmówcy nie-wegetarianie dzielą się na trzy grupy

1)"A to ty jesteś z tych nienormalnych, szkoda ci krówek?, a ja będę opierdalał schabowe"
2) "Podziwiam mi ciężko by było odstawić mięso, za bardzo je lubię"
3) "Też mam tak, że mam z tym problem, ale mam grupę krwi 0 i nie mogę przejść na wegetarianizm bo to grupa krwi mięsożerców"

O ile w pierwszych dwóch wypadkach rozmowa jest bardzo prosta. W pierwszym kupujesz kolejne piwo i zmieniasz temat, w drugim sugerujesz utylitarne podejście, czyli zmniejszenie ilości jedzonego mięsa, to trzecia grupa sprawiała mi problem. Z jednej strony jakoś węszyłem nosem, że z tymi grupami krwi to jakaś ściema, bo niby jaki to ma związek, z drugiej nie miałem wiedzy. Gdy wyrażałem wątpliwość zawsze jakaś "znajoma dietetyczka", "czytałem książkę", "wszyscy to wiedzą" itd. itp.  Oczywiście znajome (i nieznajome dietetyczki), cała masa książek i powszechnie znane prawdy w bardzo dużej mierze nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Postanowiłem więc zbadać temat coby przy następnej dyskusji zabłysnąć intelektem, oczytaniem, wiedzą i być może przekonać kogoś z grupy 3, że jednak nie-jedzenie mięsa nie pośle go w prostej linii do piachu. (aa no i warto dodać, że od wegetarian słyszę to równie często "ja mam grupę A, dla mnie nie-jedzenie mięsa jest naturalne")

Przeszukałem trochę sieć no i znalazłem całe mnóstwo porad (np. tutaj, tutaj,  tutaj albo tutaj), ale też oczywiście sytuację zwęszyli producenci suplementow diety (np. tu). Dużo tego i w dodatku większość tych informacji jest zadziwiająco spójna i ze sobą zgodna. Okazuje się, że jest tak dlatego, że wszystkie te informacje swoje źródło mają w jednej książce "Dieta zgodna z grupą krwi" P. D'Adamo. Od tego się zaczęło i łatwo to prześledzić. D'Adamo w swojej książce popełnia błąd twierdząc, że grupa krwi 0 jest najstarszą grupą krwi. To nie jest prawda, badania genomu człowieka, szympansów i bonobo wykazały, że najstarszą grupą krwi jest grupa A. Co wiadomo już od początku lat 90tych (książka D'Adamo jest z 1996) Błąd popełniony przez D'Adamo jest do teraz powtarzany na wszystkich stronach promujących "dietę zgodną z grupą krwi".

Znając już publikację i nazwisko autora nie jest już trudno o research. Wchodząc na wikipedię na zakładkę o grupach krwi w dziale "pseudoscience" widnieje książka D'Adamo.

Peter J. D'Adamo's book, Eat Right For Your Blood Type, offers a history of human blood type development and claims that ABO blood groups can be used to determine the proper diet for your body to maintain its proper balance, as well as to predict personality traits and disease susceptibility. No published research is referenced, indicating that the information is not supported by any scientific evidence.


Sam autor (co można wyczytać z jego biografii) jest wykładowcą na University of Bridgeport College of Naturopathic Medicine. Co to jest ta "Naturopathic Medicine", jest to kolejne mambo dżambo, oparte na doktrynie witalizmu.

Całą teorię D'Adamo możemy spokojnie odrzucić, razem ze wszystkimi jej pochodnymi dietami, informacje zawarte w tej książce są arbitralnie wymyślone przez D'Adamo, nie wynikają z żadnej empirycznej wiedzy. Możemy o tym przeczytać na sceptic dictionary, wikipedii i w paru innych miejscach (tu, tu, lub tu). Nawet po polsku. Sceptyczne głosy giną jednak w natłoku wszelakich stron o zdrowym żywieniu, urodzie, stylu życia i wszystkich rzeczach, które obecnie uwielbiają celebryci, zwłaszcza w polskim internecie.

No i jeszcze na koniec szybki rzut oka na pubmed, przegląd prac na temat "diety zgodnej z grupą krwi" owocuje taką konkluzją:

No evidence currently exists to validate the purported health benefits of blood type diets. To validate these claims, studies are required that compare the health outcomes between participants adhering to a particular blood type diet (experimental group) and participants continuing a standard diet (control group) within a particular blood type population.

I D'Adamo to rozbrajająco potwierdza:

D'Adamo says he believes in the diet based on circumstantial evidence. 
"All the authors did was conclude, as have I, that there is a lack of direct research on the subject," D'Adamo told Reuters Health by email.

Pytanie, w takim razie, czy koncepcja powstała w czyjejś wyobraźni, powinna determinować nasze życiowe, często (jak w tym wypadku) mające etyczne podłoże wybory? Przy podjęciu takiej trudnej decyzji, jak zmiana diety na wegetariańską/wegańską, każda nawet najgłupsza wymówka, pozwala uśpić sumienie. W bardziej hardkorowym wydaniu tego rodzaju doktrynerskie, nienaukowe twierdzenia usypiały sumienia np. w przypadku rasizmu. Konkluzja: jeżeli jesz mięso, weź to na klatę, ale nie podpieraj się pseudonaukowymi bredniami.

sobota, 1 czerwca 2013

20 000

Pomimo, że ostatnio ze względu na natłok różnych zajęć i spraw osobistych zaniedbałem trochę bloga, to cały czas liczba wyświetleń się zwiększała. Przekroczyła właśnie liczbę 20 tys, za co wszystkim odwiedzającym dziękuję. Chciałem też obiecać, że za jakiś czas wrócę do tego miejsca i pojawią się tutaj nowe notki, nie chodzi tu o brak chęci ale brak czasu.

http://en.wikipedia.org/wiki/20000_(number)

niedziela, 3 marca 2013

ks. Oko i rzetelne dane naukowe

W nadawanym niedawno programie Tomasz Lisa miejsce miała średnio ciekawa dyskusja na temat związków partnerskich. Jak zwykle padło parę wytartych sloganów, mogliśmy zobaczyć że oponenci nie zgadzają się ze sobą i obejrzeć ckliwy materiał o parze lesbijek, które muszą wyjechać z Polski. W ogóle bym się tym nie zajął gdyby nie wątek naukowy i odwoływanie się do statystyk i konkretnych danych przez ks. Dariusza Oko. Niedługo potem w wywiadzie dla Frondy celebruje on zwycięstwo.
Oponentów charakteryzował brak elementarnej wiedzy i powtarzanie sloganów ideologii gender i homopropagandy. Naprzeciw temu wyłożyłem rzetelne dane naukowe. Mam nadzieję, że ten kontrast widzowie zauważyli – z jednej strony była spokojnie przedstawiana rzetelna wiedza, a z drugiej – ideologiczne hasła, propaganda bez elementarnej wiedzy empirycznej, albo nawet wbrew tej wiedzy.
Na tym wywiadzie i na danych do których odwoływał się zaproszony do studia ksiądz, chciałem oprzeć swoją krotką notkę.

W wywiadzie czytamy:
Jeżeli chodzi o rodziny homoseksualne, to powoływałem się na badania prof. Marka Regnerusa. Były one szeroko komentowane, także w polskiej prasie. Co do ich rzetelności naukowej trudno mieć wątpliwości, szczególnie potwierdziły to nieudane próby ich obalenia przez homolobby.

Nie wiem dokładnie które fragmenty z tej pracy przytacza ks. Dariusz, bo chyba nie informację o tym, że wśród pedofilów 40% to homoseksualiści. Nie ma tam takiej informacji. Nie ma tam w ogóle specjalnie ważnych informacji, bo badanie to zostało przeprowadzone na zupełnie niereprezentatywnej próbie. Pomimo chwytu retorycznego znanego jako zapewnianie (assuring) w rzeczywistości wcale nie tak trudno mieć wątpliwości co do badań prof. Regnerusa. Pisał o tym już Bart i nie tylko. Nie będę więc się tutaj na ten temat rozpisywał. Nie istotne, czy badanie to jest przeprowadzone rzetelnie, czy nie ks. Oko nie odwołuje się do niego w żadnym momencie programu, ani wywiadu. Po prostu przytacza je jako źródło.

Nie przytacza natomiast źródła swoich "twardych danych" odnośnie tych 40% homoseksualistów wśród pedofilów. Nie przytacza ich pewnie dlatego, że takie dane nie istnieją.
Oczywiście wszystko jest kwestią metodologii jeżeli homoseksualistą nazwiemy pedofila zainteresowanego małymi chłopcami, to rzeczywiście otrzymamy dość poważny wynik, ale jest to oczywiste przekłamanie. Homoseksualistą nazywamy osobę, którą pociągają dorosłe osoby tej samej płci. Pedofilem nazywamy osobę, którą pociągają dzieci (jednej, drugiej, lub obydwojga płci). I teraz badania: Groth i Birnbaum (1978) badanie przeprowadzone na grupie 175 osób skazanych za molestowanie dzieci. Liczba homoseksualistów w tej grupie - 0. Dr. Carole Jenny (1994) badanie przeprowadzone na 269 przypadkach. Liczba homoseksualistów w tej grupie - 2.
Freund (1989) Badanie w którym przedstawiano dorosłym heteroseksualnym mężczyznom fotografie rozebranych małych dziewczynek i homoseksualnym dorosłym mężczyznom fotografie rozebranych chłopców. Mierzono podniecenie seksualne. Nie stwierdzono różnicy pomiędzy obiema grupami. Na ten temat więcej tutaj.

Zobaczmy dalej:
Jeżeli homoseksualistów jest mniej więcej 2 proc. w społeczeństwie, a jest ich około 40 proc. wśród pedofilów i 60 proc. wśród chorych na AIDS, to znaczy to, że kilkadziesiąt razy częściej stają pedofilami i chorują na AIDS (oraz na inne choroby weneryczne). Wynika to z niesłychanego, niespotykanego nigdzie indziej promiskuizmu, rozpusty, w jakich żyją. Czegoś takiego nie spotyka się a żadnej innej grupie społecznej! Te dane pokazują, że medialne dyskusje podążają w kompletnie złym kierunku. Ci ludzie potrzebują pomocy medycznej, a nie propagowania takiego stylu życia! To jest medyczna katastrofa.
Dowiadujemy się 60 proc chorych na AIDS to homoseksualiści. I to jest prawdziwa informacja. Ale tylko w przypadku nowych zarażeń i tylko w Niemczech. Oto jak wygląda podział grup ryzyka wśród chorych na AIDS w Polsce. (wg Państwowego Zakładu Higieny 2007-2011). [update]


Nie jest to jakiś skrywany fakt, że wirusem HIV przez stosunek analny łatwiej się zarazić (~1:30) niż przez stosunek waginalny (~1:600), tylko jaki to jest argument przeciwko związkom partnerskim? Nie ma logicznej ścieżki pomiędzy liczbą homoseksualistów zakażonych wirusem HIV a legalizacją (lub nie) związków partnerskich. To tak jakby powiedzieć, że wśród górników istnieje 60% większa szansa zachorowania na pylicę, w związku z czym, należy pozbawić ich prawa do głosowania w wyborach. Warto też zadać sobie pytanie ilu wśród badających się na obecność wirusa jest osób homoseksualnych a ile heteroseksualnych. Świadomość bycia wielokrotnie bardziej narażonym na zakażenie powoduje, że procent homoseksualistów robiących badania na obecność wirusa HIV jest kilkukrotnie większy niż heteroseksualistów. Wniosek jest taki, że 60% ZDIAGNOZOWANYCH przypadków - to homoseksualiści. Grupa badana jest niereprezentatywna, a co z tym idzie nie można analizować tych danych jak badania naukowego i poszerzać definicję na wszystkich homoseksualistów.
 Spośród wszystkich zawartych małżeństw i związków partnerskich [w Niemczech],  homozwiązki stanowią zaledwie pół promila! I zdecydowana większość z nich już się rozpadła. Czyli zawiera je tylko znikoma mniejszość ze znikomej mniejszości. Zatem ich to wcale nie interesuje, oni tego nie potrzebują, wystarczy 12 partnerów rocznie. Po co zatem ta cała awantura? Po co terroryzowanie całego społeczeństwa roszczeniami homolobby?
Tylko skąd te dane? Po pierwsze zestawienie jednopłciowych związków partnerskich ze wszystkimi małżeństwami jest niespecjalnie uczciwe zwłaszcza w towarzystwie argumentu, że homoseksualiści są związkami partnerskimi nie zainteresowani. Policzmy sami. Nie znam niemieckiego, więc będę się musiał zadowolić źródłem niebezpośrednim. Wg. artykułu z Goethe Institute (który powołuje się na badania Statistische Bundesamt) w Niemczech jest (a konkretnie było w 2007 roku, bo z tego roku mam dane) ok 173tys zarejestrowanych związków partnerskich osób tej samej płci, co prawda mogą być wśród nich pary niezwiązane relacją seksualną (studenci, emeryci), więc liczbę tę trzeba zaniżyć. Zróbmy tak i zaniżmy ją bardzo do okrągłych 100tys. Mamy więc 200tys homoseksualistów żyjących w związkach partnerskich. Trudno oszacować rzeczywistą ilość homoseksualistów, liczby wahają się od 1% społeczeństwa, do nawet 7%, przyjmijmy jednak średnią wartość. Amerykańskie badania (Laumann, E. O., Gagnon, J. H., Michael, R. T., & Michaels, S. [1994] ) wykazują, że orientację homoseksualną deklaruje 1,4 % kobiet i 2,8% mężczyzn. Badanie nie uwzględnia homoseksualistów ukrytych, ale dla naszego wyliczenia wystarczy. W sumie mamy (przy założeniu równej ilości kobiet i mężczyzn) 2,1% społeczeństwa. (Warto zaznaczyć, że im wyższą liczbę założymy tutaj tym argument ks. Oko wypadnie lepiej, dlatego wszystkie liczby zaokrąglam na jego korzyść). Dlatego zaokrąglam do 2,5% Ludność Niemiec: 81,799,600. Liczymy.

2,5% z 81 799 600 = 4 089 980 znowu zaokrąglę w górę na korzyść ks. Oko 2 050 000 homoseksualistów w Niemczech z czego 200 000 żyje w związkach partnerskich. A to wychodzi ponad 10 proc homoseksualistów żyjących w związkach partnerskich. Nie jest znowu tak źle. Na pewno nie promil. [update: dziękuję za zwrócenie uwagi na oczywisty błąd, w moim poprzednim obliczeniu]
Jeśli zgodzimy się na homozwiązki, to niebawem dojdzie do tego adopcja, zaraz później przyjdzie nakaz mówienia "rodzic A" i "rodzic B" zakaz mówienia „mama” i „tata”. Dzieci w przedszkolach i szkołach będą upominane za użycie najświętszych słów ludzkości. Przecież tak już jest na Zachodzie. Co to za ludzie, którzy chcą zakazać dzieciom używanie słów „mama” i „tata”?
No i tutaj już się zaczyna klasyczna prawicowo-katolicka argumentacja. Oczywiście nikt nie chcę zakazywać dzieciom mówienia mama i tata. Chodzi o niezbędne zmiany w kodeksie cywilnym. To jest naturalna konsekwencja zmiany prawa i zachowania jego dotychczasowego działania w nowych sytuacjach. Jest to argument równie często powtarzany co nieprawdziwy.
W Holandii już planuje się utworzenie gett dla „homofobów”, czyli przeciwników gejów. Homofoby mają być zamykani w gettach i więziach jak kiedyś Żydzi. I imię jedynie słusznej, arcypostępowej ideologii gender.
Kolejny sztandarowy i nieprawdziwy argument o którym już wielu pisało przede mną między innymi tutaj.

Można tak dalej i dalej, ale po co? Oczywiście przygotowanie innych uczestników programu też nie należy do wzorowych. Michał Piróg ze swoim zarzutem wobec Kościoła Katolickiego, że nie chcą chrzcić dzieci z Zespołem Downa to taki sam lewicowy mem jak prawicowe getta dla homofobów. (W rzeczywistości to był jednorazowy przypadek, nie chodziło o chrzest tylko o komunię i to na dodatek w kościele anglikańskim.) Jednak to ks. Oko twierdzi, że dysponuje rzetelnymi informacjami i krytykuje wszystkich oponentów twierdząc, że powtarzają slogany. Aż się na usta ciśnie że ksiądz nie zauważa belki w swoim własnym Oku, że sparafrazuję ewangelię św. Łukasza.