Polub bloga na facebooku

Polub bloga na facebooku:    

wtorek, 9 października 2012

Ci agresywni ateiści cz.2

Poprzedni wpis miał być jednorazowy, jednak dialog na łamach prasy - tym razem w nowym "Wprost" a także w radiu tokfm w "kropce nad i" w TVN24, a także w niezawodnym Fronda.tv zmotywował mnie do rozwinięcia myśli. Bardzo się cieszę, że billboardy "Nie kradnę. Nie zabijam. Nie wierzę", których pojawi się raptem kilkadziesiąt w całej Polsce - wywołały taką dyskusję. Prowadzi ona jednak często do generalizowania i uogólniania poglądów zarówno ateistów jak i wierzących, a przecież ile ludzi tyle opinii.

Tym razem chciałem jednak (o dziwo!) w jednej kwestii zgodzić się z Tomaszem Terlikowskim i nie zgodzić się z prof. Janem Hartmanem. W końcu blog nazywa się "Z każdej strony" więc wypadałoby w końcu stanąć po tej drugiej - chociaż na chwilę i dla dobra dyskusji.

Chodzi mianowicie o relatywizm moralny - prof. Hartman obraża się kiedy katolicy oskarżają go o niego, a redaktor Terlikowski dziwi się temu i mówi, że przecież to stwierdzenie faktu. I właśnie tutaj o dziwo muszę się zgodzić. Tak - Ateista nie odwołujący się do żadnego absolutu - może być relatywistą moralnym - i chwała mu za to! Kościół Katolicki też BOGU DZIĘKI! czasami pozwala sobie na mały relatywizm, co zaraz udowodnię.

Zawsze powtarzam, że to co powoduje, u mnie niechęć do religii to leżący u jej podstaw dogmatyzm. Jeżeli miałbym powiedzieć, że źródłem wszelkiego zła jest jakakolwiek postawa - to bez zastanowienia powiedziałbym, że to postawa dogmatyczna. Dogmatyzm tyczy się oczywiście religii, ale też wszelkich groźnych systemów ideologicznych, które nawiedzały nasz gatunek. Ładnie opisał to Bertrand Russel w książce "Religia i Nauka".

Co jest więc postawą przeciwną do dogmatyzmu - w mojej opinii właśnie relatywizm, ale relatywizm racjonalny - otwarty na nowe dowody, zmiany społeczne i logikę. Jeżeli etyka nie byłaby relatywna to prawdopodobnie kodeks Hammurabiego byłby cały czas szalenie popularny.

Etyka jako dział filozofii jest więc relatywna i zmienia się z duchem czasów - czasami w dobrą stronę czasami w gorszą. Jednak postępuje. Kiedyś za dobrego człowieka uważano kogoś kto nie bije i dba o swoich niewolników, dzisiaj samo ich posiadanie uchodziłoby za postawę zdemoralizowaną.

Moralność katolicka jest dokładnie taka sama, ma jednak trudniej bo opiera się na dogmacie, ale znalazła też kilka wytrychów i udaje jej się czasami wysilić na odrobinę relatywizmu. Ile razy słyszy się od duchownych, że zezwolenie na niewolnictwo w Biblii wynikało z "ducha tamtych czasów" - czym jest przyznanie się do czegoś takiego jeśli nie właśnie relatywizmem? Z drugiej strony Święty Augustyn twierdził, że dusza wstępuje w płód dopiero koło 40 dnia, a teraz Katolicy oskarżają kobiety zażywające tabletki wczesnoporonne o morderstwo. Znowu ten wstrętny relatywizm! Jeżeli dogmat już nie wytrzymuje naporu społecznego, zawsze można powiedzieć, że pewnych fragmentów pisma nie można odczytywać literalnie - że to tylko metafora.


Dzięki właśnie kilku wytrychom Katolicyzm jest całkiem znośną religią, bo pozwolił sobie kilkakrotnie na relatywizm i odejście od dogmatu - gdyby cały czas zachęcał do niewolnictwa, myślę, że miałby się nieco gorzej przynajmniej w niektórych regionach naszej planety. Katolicy powinni więc dziękować Bogu za relatywizm, zamiast używać go jako epitetu w stosunku do ateistów.


Chciałem tylko zaznaczyć, że jako relatywizmu nie rozumiem postawy uznającej, że wszystkie systemy etyczne są wobec siebie równorzędne. Jako relatywista uważam, że nic w naszej wiedzy o świecie nie jest stałe i każda nowa informacja może i powinna weryfikować nasze poglądy etyczne. Tak samo "duch czasów".

A co wy o tym myślicie?

poniedziałek, 8 października 2012

Wahadełko powiedz przecie.

Wahadełko (pendulum) jest jednym z częściej spotykanych przyrządów we wszystkich gabinetach bioenergoterapeutycznych, używany przez radiestetów, a nawet często amatorsko przez fanatyków zdrowej żywności. Zasada jest prosta. Pytamy wahadełko czy ten sos sojowy jest dla mnie zdrowy, a wahadełko odpowiada TAK (kiwając się do przodu i do tyłu) NIE (kiwając się na boki) lub OBOJĘTNE (zatacza kręgi) - szkół prawdopodobnie jest więcej, ale ja akurat słyszałem o takiej. Wahadełka są popularne nie tylko w ruchach New Age, radiestetów pamiętam z dzieciństwa na wsi, przychodzili łazili i mówili gdzie kopać studnię. W gospodarstwie mojej babci taki radiesteta nawet trafił już ZA DRUGIM razem. Urodzony przed wojną starszy pan z którym rozmawiałem, głęboko wierzący katolik, opowiadał jak przestawiał sobie łóżko z dala od żył wodnych, które odnajdował za pomocą obrączki zawieszonej na sznurku.

Dzięki wahadełku możemy zrobić wiele rzeczy: (tu posłużyłem się wujkiem google, wszystkie przykłady znalezione w otchłani):

Określić płeć nienarodzonego dziecka, odnaleźć cieki wodne pod ziemią, sprawdzić czy produkty żywnościowe (także kremy i proszki) są dla nas zdrowe, doradzać w sprawie inwestycji, pomagać nam w wyborze odpowiedniej sukienki na wieczór, pomaga znajdować zgubione klucze, potrafi zlokalizować cele wojenne, a także miejsca zbrodni, wahadełko potrafi też diagnozować właściwie wszystkie choroby, ale co ważniejsze potrafi wszystkie je leczyć etc...

Jak widać nie ma sensu inwestować w ultrasonografy, doradztwo finansowe, radary, wywiad oraz służbę zdrowia. Wystarczy jedna rzecz, żeby wyjść z kryzysu i stać się światową potęgą militarną i gospodarczą:


Ale co tak na prawdę stoi za niesamowitymi ruchami wahadełka? Przecież wahadełko porusza się samo, bez naszej ingerencji, my tylko "wzmacniamy" sygnał. Stoi za nim dokładnie to samo zjawisko, które w wiktoriańskich stanach zjednoczonych i UK zadziwiało rzesze ludzi i przykuwało ich do tabliczek Ouia i latających stolików w czasie seansów spirytystycznych. Spowodowało nawet powstanie nowej religii: Spirytualizmu. Kiedy rzesze wyznawców nowej religii i coraz liczniejsze doniesienia o niesamowitych latających stolikach i komunikatach z zaświatów zaczęły obiegać opinię publiczną - znalazło się oczywiście kilku wstrętnych sceptyków, którzy chcieli sprawdzić, czy rzeczywiście stoliki potrafią same się ruszać i czy informacje z zaświatów potrafią szczegółowo opisywać rzeczy o których nikt z wywołujących duchy nie ma zielonego pojęcia.

Jednym z takich sceptyków był Michael Faraday wybitny fizyk i chemik tamtej epoki. W 1852r. przeprowadził on eksperyment, który w skrócie polegał na tym, że na blacie stołu leżały 2 warstwy tekturowych podkładek, do których uczestnicy przykładali ręce. Jeżeli stolik, jak się uważało, przesuwa się pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły, to znaczy, że poruszy się zanim poruszą się ręce uczestników seansu. W takiej sytuacji dolna podkładka przesuwałaby się pierwsza, a za nią dopiero górna, w odwrotnym przypadku, kiedy to ręce wprawiałyby stolik w ruch, górne podkładki ruszyłyby się pierwsze. proste jak konstrukcja cepa. Jak się możemy domyśleć zaobserwowano drugą sytuację, czyli tak na prawdę uczestnicy seansu przesuwali stolik. Robili to jednak całkowicie nieświadomie. Kiedy stolik zaczynał kierować się w którąś stronę, wzmocnione oczekiwania i przeczucie, wzmacniały te nieświadome ruchy. Ruchy te nazwano później ruchami ideomotorycznymi. Co ciekawe takie ruchy są tym bardziej spektakularne im bardziej staramy się ich nie wykonywać. Spróbujcie nie myśleć o czarnym kocie - efekt jest identyczny. To wzmocnienie nieświadomych ruchów badał później psycholog Dan Wegner i co ciekawe badał je przy użyciu właśnie wahadełek. Oto co pisze na temat tego eksperymentu Richard Wiseman w swojej świetnej książce "Paranormalność":

Połowę badanych prosił o to, żeby starali się nie doprowadzić do ruchu wahadełka w określonym kierunku, pozostałych, aby starali się utrzymać wahadełko w bezruchu. Zapis z kamery pozwolił Wegnerowi dokładnie zmierzyć zakres ruchu wahadełka. Podobnie jak w eksperymencie z białymi niedźwiedziami [w naszym wypadku z czarnym kotem] - gdy prośba, żeby o nich nie myśleć, prowadziła do tego, że tym częściej pojawiały się w myślach badanych - i tym razem prośba o to, żeby nie poruszać wahadełkiem, sprawiała, że poruszało się jeszcze bardziej.

Wygląda na to, że to jednak człowiek porusza wahadełkiem, bądź różdżką, ale nawet fakt, że to tak na prawdę my sami nieświadomie machamy sznurkiem nie może przekonać wyznawców. Z jednej ślepej uliczki w drugą, oto co w dyskusji na jednym forum pisze użytkowniczka Chantelle:
to ze wahadelko jest narzedziem podswiadomosci powie Ci kazdy ezoteryk. Owszem sa oszolomy, ktore mysla ze to zywiolaki kreca wahadelkiem, albo duchy .
Aczkolwiek podswiadomosc ma w sobie informacje , np o stanie zdrowia Twojego , badz osoby , ktora 'badasz' wahadelkiem , po prostu jako ludzie jestesmy w stanie wiedziec duzo wiecej ale duzo informacji moze do swiadomosci nie docierac, badz sa one 'wyparte' , jak wspomnienia , jak twierdza niektorzy nawet z poprzednich zyc.
Isnieje prawdopodobienstwo ze podswiadmosc wyczuwa energie, dusze, jakis byt i dzieki wahadelku mozesz uzyskac na jej temat wiecej informacji, a nawet sprobowac się skomunikowac
Czyli zamieniamy duchy na mityczną freudowską podświadomość, w której jak się okazuje leżą złogiem nie tylko (co jest nie prawdą, ale to zupełnie osobny temat) wyparte wspomnienia z dzieciństwa, ale także są tam informacje na temat zdrowia innych ludzi. Nasza podświadomość także odbiera sygnały od duszy, innych bytów energii - czyli zwał jak zwał - wiktoriańskich duchów.
Skoro informacje pochodzą z zewnątrz - bardzo łatwo to sprawdzić i wielokrotnie sprawdzano np. test z 48 roku przeprowadzony na 58 różdżkarzach wykazał, że znajdują oni wodę za pomocą różdżki z równym prawdopodobieństwem co rzucanie monetą. Takich testów przeprowadzono oczywiście dużo więcej, ale żeby nie zanudzać przypisami, których nikt nie sprawdza eksperyment w wersji pop na uniwersytecie youtube:


Ja oczywiście też nie mogłem się obejść bez małej zabawy i zgodnie z opisem z forum paranormalium, próbowałem dotrzeć do swojej podświadomości za pomocą na prędce skonstruowanego wahadełka:

Polecam 'zabawe ' wahadelkiem , niesamowite rzeczy sa przechowywane w podswiadomosci . Warto sprobowac najpierw np z prostymi rzeczami,ktorych nie mozemy wiedziec , ale mozemy sprawdzic . Np spytac wahadelko w jaki dzien tygodnia byly nasze np 10 urodziny . Oczywiscie nie mozna zapominac , ze wahadelko odpowiada tylko: tak , nie , nie wiem i nie moge odpowiedziec . Sami ustalamy jaki ruch co oznacza, a wahadelko mozna zrobic np z obraczki na lancuszku.

10 urodziny. Poniedziałek TAK, Wtorek NIE, Środa NIE, Czwartek NIE, Piątek NIE, Sobota NIE. Niedziela NIE. - Sprawdzam w kalendarzu: Moje 10 urodziny wypadły w Sobotę.
12 urodziny ta sama rutyna, tylko tym razem wahadełko wskazuje na środę. Zerknijmy w kalendarz Wtorek - już bliżej. 
14 urodziny wahadełko wskazuje piątek  - w kalendarzu czwartek.
Lipa!
No ale wiadomo zły sznurek, obrączka nie taka i zła sceptyczna energia jak wiemy nigdy nie pozwalają przeprowadzić, ŻADNEGO naukowego eksperymentu we właściwy sposób. Udało mi się kogoś przekonać, czy ktoś z państwa dalej się waha?

sobota, 6 października 2012

Publication Bias

Tym razem nieco krócej. Ben Goldacre autor znakomitej książki "Bad Science" (wydanej po polsku - opis tutaj) wydał właśnie kolejną książkę "Bad Pharma"  Już na nią czekam, więc recenzja pewnie wkrótce. W międzyczasie, prawdopodobnie z okazji jej publikacji, był ponownie gościem TED Talks, gdzie mówił o efekcie Publication Bias. Zachęcam do obejrzenia:



Dodatkowo założyłem stronę bloga na facebooku. Nie będzie to rozbudowana strona z fajerwerkami graficznymi, ale parę osób o to prosiło, żeby być na bieżąco z nowymi notkami.
http://www.facebook.com/pages/Z-ka%C5%BCdej-strony/469065156449392

piątek, 5 października 2012

Ci agresywni ateiści!

Ostatnio gdy rozmawiałem z pewnym księdzem i powiedziałem mu że jestem niewierzący, ze strachem w oczach spojrzał na mnie i zapytał "Ale niewierzący czy ateista?" Po prawej stronie naszego kraju słowo "ateista" albo jeszcze gorzej "nowy ateista", albo jeszcze gorzej "wojujący ateista" to pejoratywne określenia ludzi, którzy nienawidzą Boga.
Między innymi dlatego kampania billboardowa Fundacji Wolność Od Religii przypadła mi do gustu. Oszczędna, prosta, nie epatująca tanim antyklerykalizmem. Poruszająca w prosty sposób ważny temat jakim jest związek moralności i religii. Zwracająca uwagę na problem, ale nie atakująca w żaden sposób ani kościoła, ani ludzi religijnych. Lubię to.

Ku mojemu zdziwieniu, wywołała bardzo skrajne reakcje. Redaktor Semka w nowym numerze "Uważam Rze" mając głęboko w pogardzie Prawo Godwina porównuję tę kampanię do nazistowskiej propagandy antysemickiej. Pisze:

Oto jedna z polskich organizacji ateistycznych szykuje kampanię billboardów  w której na plakatach zamieszczone będą trzy deklaracje: nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę. Oto autorzy tego projektu zestawiają ze sobą dwie czynności powszechnie uważane za złe z jedną, która występuje we wszystkich kulturach od samego początku świata. Ciekawe czy ten plakat wywoła sprzeciw osób obozu liberalnego? Ciekawe, czy znajdą się intelektualiści, którzy głoszą, że choć sami są dalecy od religii, protestują przeciwko takiemu upokarzaniu osób wierzących?

 I porównuję kampanię do nazistowskiej kampanii w Austrii w 38 roku z hasłami:

Nie jestem degeneratem, nie jestem zwyrodnialcem, nie jestem Żydem

Albo czegoś nie rozumiem, albo pan Piotr Semka ma problemy z logicznym rozbiorem zdania. Na wszelki wypadek sprawdzę jeszcze czy w statucie stowarzyszenia jest obraza uczuć religijnych katolików:
Celem kampanii jest wywołanie ogólnopolskiej dyskusji na temat obiegowego postrzegania wartości uniwersalnych jako zasad przynależnych religii, a w szczególności religii katolickiej. Uważamy, że polityka państwa, prowadzi do utrwalania stereotypów, łącząc moralność człowieka z jego religijnością, pogłębiając wykluczenia osób, które nie identyfikują się z kościołem katolickim czy żadną inną instytucją religijną.
Jednak nie ma. Panie Piotrze krótka lekcja logiki za darmo, w prezencie. Nie Kradnę. Nie Zabijam. Nie wierzę. Trzy zdania równorzędne do siebie. Występują razem ale nie oznaczają że zdanie przeciwne Kradnę, Zabijam, Wierzę - jest prawdziwe. Taka konstrukcja dopuszcza też inne zbiory. "Kradnę. Zabijam. Nie Wierzę.", "Nie Kradnę. Zabijam. Wierzę.", "Nie Kradnę. Nie Zabijam. Wierzę." etc.  Po prostu przedstawia możliwą kombinację niewiary z zachowaniami powszechnie uważanymi za moralne, nie negując, ani nie sugerując że łączą się one z wiarą. W jaki sposób zatem autorytety i intelektualiści obozu liberalnego mają przepraszać za tę kampanię. Przepraszać powinien raczej Pana nauczyciel logiki.

Zakładając że zdanie "Nie wierzę" mówi o naszej przynależności do grupy ateistów, a tak to rozumiem, zwłaszcza po zapoznaniu się ze statutem stowarzyszenia, to odnośnie porównania z nazistowskim hasłem, jeżeli chcielibyśmy takie porównanie prawidłowo wykonać powinniśmy znaleźć raczej hasło propagandy semickiej brzmiące np. "Nie jestem degeneratem, nie jestem zwyrodnialcem, jestem Żydem" wtedy logiczna konstrukcja obu zdań pozwalałaby na podobną analogię.

W ogóle z tym "Nie wierzę" jest dużo zamieszania. Trudno zrozumieć, że ktoś po prostu nie wierzy, łatwiej zrozumieć, że odrzuca Boga, że go nienawidzi (czyli ciche założenie, że jednak w niego wierzy, tylko go po prostu nie lubi), stwierdzenia typu "nie zaznał łaski wiary", lub "ateiści nie są niewierzący, bo wierzą, że Boga nie ma a co z tym idzie ich światopogląd opiera się na wierze w takim samym stopniu co światopogląd religijny" - są wynikiem tego nieszczęsnego "nie". Bo tak na prawdę wierzący wierzy, a nie wierzący nie powinien nic mówić bo jest w stanie zerowym. Tyle że billboardy "Nie kradnę. Nie zabijam. ..." nie są już tak nośne i nie do końca chyba jednak zrozumiałe.
Stanisław Michalkiewicz w swoim felietonie "Od ateistów - lepiej z daleka" pisze:

Tymczasem ateista, twierdząc, że „nie wierzy”, sugeruje posiadanie jakiejś wiedzy o tym, iż Boga nie ma. Tymczasem żaden z ateistów taką wiedzą nie dysponuje, ponieważ taka wiedza nie istnieje. Oni zatem też wierzą - tyle, że w to, iż Boga nie ma. Jednakże deklarując, jakoby „nie wierzyli”, sugerują, że posiadają jakąś wiedzę pewną, czyli kłamią w żywe oczy. Od takich łgarzy lepiej trzymać się z daleka, bo skoro tak ostentacyjnie kłamią w jednej sprawie, to cóż może powstrzymać ich od łgarstw we wszystkich innych sprawach?


No ale zamęt, czyli mówiąc że "Nie wierzą" wierzą i w związku z tym kłamią. Posłużmy się starą metodą Reductio ad absurdum i zerknijmy na  tekst z zaprzyjaźnionego bloga żeby zrozumieć racjonalne podejście do jakże trudnego tematu nieistnienia. Co ciekawe prawicowi publicyści zdają się rozumieć ten problem w niektórych tylko sytuacjach. Na przykład w przypadku symboli religijnych w miejscach publicznych, od razu jasne jest, że symbolem ateistów jest kawałek pustej ściany. Czyli pusta ściana symbolizuje niewiarę, a dopiero powieszenie na niej krzyża wiarę. Nikt nie sugeruje, żeby burzyć ścianę, bo to obraza dla wierzących - dlaczego więc Piotr Semka i Stanisław Michalkiewicz próbują rozbijać ścianę logiki swoimi pustymi głowami?