Polub bloga na facebooku

Polub bloga na facebooku:    

wtorek, 5 lutego 2013

Nowe ikony prawicy.


Obiecałem sobie, nie denerwować się polityką, przestałem kupować tygodniki, telewizji już dawno nie oglądam. Chciałem na blogu poświęcić się raczej tematom związanym z nauką i czystymi faktami, a nie bawić się w ideologię. Mamy piąty lutego - i tak długo jak na postanowienia noworoczne…

Zobaczyłem w kiosku nowy numer "Do rzeczy", parę dni temu moi prawicowi znajomi zachwalali ten tytuł - najlepszy i najrzetelniejszy prawicowy tytuł po przetasowaniach w "Uważam Rze" - mówili. Na okładce zdjęcie Gowina i Pawłowicz i podtytuł "Zderzenie cywilizacji - nie dali się zastraszyć". Właściwie nie wiem skąd moje zdziwienie, ale w swojej nieświadomości uznałem wybryki pani Pawłowicz za folklor pokroju ks. Natanka, o którym po prostu nie warto pisać i rozmawiać, myślałem, że "inteligentna prawica" traktuje ją podobnie jak ja. Jak widać myliłem się. Okazuje się, że Krystyna Pawłowicz stała się odważną obrończynią wartości wyznawanych przez większość Polaków, wzorem moralności i autorytetem na prawo. 

Otwieram tygodnik na wstępie napisanym przez Pawła Lisickiego - redaktora naczelnego - ooo grubo,
ale w sumie jakby się zastanowić, jest w tym trochę racji, trzeba odwagi, żeby publicznie wygadywać głupoty. Nie można tego odmówić pani Pawłowicz. 
Przewracam kilka kartek i mam wywiad z samą panią profesor i tutaj chcę się zatrzymać. Dobra, skoro Pawłowicz jest nowym autorytetem prawicy, ma tytuł profesorski i traktuje się ją poważnie, podyskutujmy z nią poważnie. Zwłaszcza, że sama do tego zachęca. Niech stracę.

"Oni wymyślają pojęcia, którymi potem terroryzują społeczeństwo. Tak jest właśnie z "homofobią". Przecież ja toleruję odmienność tych ludzi. Oni mają prawo żyć, jak im się podoba, ale nie zgadzam się na to, by ich zachowanie było propagowane jako wzór do naśladowania. To zaprzecza naturalnemu sposobowi bycia i ustaleniom nauki. Nie trzeba się dać zwariować i o tym mówić. Jeśli ja jestem homofobem, to oni są heterofobami - nie mogą znieść ludzi żyjących w normalnych związkach"

Tak samo było ze słowem "rasizm", tak samo jest ze słowem "szowinizm", tak samo jest ze słowem "ksenofobia". Dalej zaczyna się standardowy argument - nie chodzi tylko o to, żeby zagwarantować mniejszości prawne usankcjonowanie ich relacji, tu chodzi o coś więcej, chodzi o promocję, o propagowanie tych zachowań. Prawica zachowuje się jakby homoseksualizm był zaraźliwy, jakby to była taka seksualna wersja hipsterki - skoro wszyscy moi znajomi tak się ubierają i zachowują to JA TEŻ! Oczywiście tak nie jest i jeśli ktoś jest hetero nagle nie stanie się homo po zalegalizowaniu związków partnerskich. No i dowiadujemy się, że "to zaprzecza naturalnemu sposobowi bycia i ustaleniom nauki". Argument polega na tym, że skoro sukces ewolucyjny polega na przekazywaniu swoich genów potomkom, to orientacja homoseksualna jest wbrew naturze i wbrew nauce. Argument chybiony. Homoseksualizm w prostym kontekście genetycznym jest pewną anomalią, ponieważ niweluje szansę na przekazanie genów dalej, a co z tym idzie, biorąc to na prostą logikę, ta cecha powinna zostać wyeliminowana w skutek doboru naturalnego. Tą logiką podąża prof. Pawłowicz pisząc powyższe zdania (i cała rzesza Poznańskich naukowców). Genetyka nie jest jednak zawsze zero-jedynkowa. Wybitny ewolucjonista prof. Dawkins w swojej (moim zdaniem) najważniejszej książce "Samolubny Gen" pisze, że jeżeli homoseksualizm ma podłoże genetyczne, to może być cechą recesywną, jakiejś innej cechy np. atletycznej budowy, albo niezwykłej płodności - cechy, która zwiększałaby szansę rozrodu na tyle, że wystąpienie jej recesywnej wersji mieściłoby się w rachunku zysków i strat. Jest to bardzo prawdopodobne, zważywszy, że procent homoseksualistów w różnych społeczeństwach jest dosyć do siebie zbliżony.  Dla dobra dyskusji uznajmy, że homoseksualizm jest pewną "anomalią". Czemu więc,  nie traktować go jak innych "anomalii". Czy pani prof. buntuje się przeciwko budowaniu podjazdów dla osób niepełnosprawnych, uważając to za promocję ich stylu życia? A może opisywanie guzików w windach, albo peronów na stacjach metra wypukłymi znakami dla osób niewidomych jest zagrożeniem dla "cywilizacji wzroku"?
Na koniec pani Pawłowicz pisze, o heterofobach - osobach, które "nie mogą znieść ludzi żyjących normalnych związkach". Jest to zwyczajnie nadużycie. Po pierwsze nikt nie wystąpił do sejmu z ustawą delegalizującą małżeństwa, po drugie związki partnerskie byłyby też dostępne dla par hetero czyli "normalnych związków" (używając semantyki pani Krystyny), po trzecie nikt z moich znajomych orientacji homoseksualnej nigdy nie skrytykował tego, że się ożeniłem, czy że żyję w związku heteroseksualnym. (nie mówię, że nie ma takich ludzi, ale idioci zdarzają się po każdej stronie, krytykowałbym ich tak samo jak panią profesor - na tym polega prawdziwa tolerancja) Nie można tego powiedzieć o heteroseksualnej konserwatywnej większości Polaków. 

"Z punktu widzenia całości społeczeństwa tak jest. Dla ogółu ważne jest, by powstawały nowe rodziny, rodziły się dzieci, nowe pokolenia.Normalne państwo jest zainteresowane wspieraniem właśnie tych, którzy przez kolejne generacje przenoszą tradycję i historię. Z tego punktu widzenia związki homoseksualne są jak ślepe uliczki. Zrównując to co jest nienaturalne, z tym co jest naturalne, oni chcą zyskać przywileje, za które będą musieli zapłacić ludzie, przeciwko którym występują. A jakim prawem?"

Kolejny sztampowy argument prawicy, polegający na tym, że państwo wspiera rodziny dlatego, żeby te rodziny się rozmnażały i nie ma interesu (czy to kulturowego, czy gospodarczego) we wspieraniu rodzin które dzieci mieć nie mogą. Pomijając fakt, że większość ludzi używających tego argumentu jest też przeciwna zapłodnieniu in-vitro, wygląda na to, że prawo skonstruowane jest niesprawiedliwie. Jeżeli państwo ma w interesie wspierać tylko zdolne do rozrodu małżeństwa, dlaczego wpiera "nienaturalne anomalie" jak małżeństwa bezpłodne? To wspieramy te "anomalie" czy nie wspieramy. Jeżeli chcemy, wspierajmy wszystkie, bo pominięcie jednego przypadku - czyli par homoseksualnych w świetle logiki jest zwyczajnym represjonowaniem pewnej postawy (czyli Homofobią, od której pani Pawłowicz się odżegnuje, mówiąc, że homoseksualistów szanuje - nie wydaje mi się). Jeżeli posłanka PiS chce być zarówno Prawa jak i Sprawiedliwa, powinna dążyć raczej do tego, żeby ulgi podatkowe, których ciężar ponosi państwo, przenieść z małżeństw na rodziców. Jeżeli otwarcie mówimy że wspieramy rodzicielstwo, a nie po prostu obywateli w związkach małżeńskich, po co ta cała kombinacja? Mówi się też często o tym, że pary homoseksualne mogą wszystkie swoje postulaty osiągnąć zwykłymi umowami cywilnymi. Nie jest to prawda, prawo spadkowe uprzywilejowuje, nawet w przypadku spisania testamentu, biologiczną rodzinę zmarłego. Jeżeli osoba jest nieprzytomna i trafia do szpitala, partner nie dowie się o stanie pacjenta, bo lekarz (i słusznie) nie ma żadnego powodu udzielić mu takich informacji. 
Na koniec Pani Krystyna po raz kolejny powtarza, że pary homoseksualne występują przeciwko związkom hetero - już pisałem, że to nie prawda. To argument powstały z konstruktów myślowych takich jak np. "Zderzenie cywilizacji", znany nomen omen z okładki tego tygodnika. Logika (poprawcie mnie jeśli się mylę) jest następująca - nasza cywilizacja wyrosła na chrześcijaństwie - chrześcijanie uważają małżeństwo kobiety i mężczyzny za święte i uważają akt homoseksualny za grzech - uprawomocnienie niechrześcijańskiego prawa powoduje upadek cywilizacji chrześcijańskiej- upadek chrześcijańskiej cywilizacji rozpocznie cywilizację śmierci.
 Po pierwsze pojęcie cywilizacji jest tylko konstruktem myślowym, potrzebnym do tworzenia modeli rzeczywistości. Polska nie stanie nagle w zgliszczach i ogniu piekielnym w dniu przegłosowania ustawy o związkach partnerskich. Brzmi to groźnie - "upadek cywilizacji" - ale nie znaczy zupełnie nic. Po drugie, w ważniejszych opracowaniach przedstawiających konflikty cywilizacji i organizujących te konstrukty, naszą cywilizację nazywamy raczej Cywilizacją Zachodnią (Koneczny, Huntington). Konecznego nie czytałem, ale Huntington w "Zderzeniu cywilizacji" jako jeden z elementów cywilizacji zachodniej uznaje laicyzm. Prawicowi publicyści i politycy pisząc o "upadku" albo "zderzeniu" cywilizacji, mają na myśli tylko konstrukty propagandowe, a nie faktyczne definicje. Tworzą groźnie brzmiące, zatrważające, podnoszące wolę walki, ale nic nie znaczące zwroty tego typu. (- Bożenko, czy na prawdę jesteś za Cywilizacją Śmierci?" - Broń Boże! - Chcesz doprowadzić naszą Cywilizację Życia JPII do zgliszczy?! - No tego bym nie chciała… - To idź zagłosuj na PiS.)

"Dochodzi do paradoksu - środowiska homoseksualne zawsze domagały się dla siebie prawa do wolnej miłości. Państwo im to dało i do niczego się nie wtrącało. teraz one przychodzą z projektem ustawy, który pozwala państwu ingerować w tę sferę. Muszą przecież pójść do urzędnika i ujawnić swoje preferencje, by taki związek zawrzeć. A jeśli im się nie ułoży, to sąd - czyli znowu państwo -będzie musiał rozstrzygać, czy byli sobie wierni. Wystawiają na widok publiczny intymność, czyli to, co tak bardzo chcieli do tej pory ukryć."

No tak, wolne związki i kontakty seksualne to jedna część rzeczywistości i bardzo dobrze, że państwo się do nich nie miesza. Kiedyś się mieszało, nie wolno "na kocią łapę" a homoseksualizm w wielu rejonach naszej planety dalej jest karany (nie mówiąc o tym, że nie tak znowu dawno, prawie wszędzie był karany). Stałe związki to jednak zupełnie co innego i środowiska LGBT domagają się usankcjonowania tej sfery ich życia. Pani profesor dziwi się, że "oni" tak chcą obnażać swoją intymność, którą tak bardzo chcieli ukrywać. Problem polega na tym, że to nie "oni" chcą ukrywać swoją intymność, tylko pani Krystyna. Nie przeszkadza jej, że małżeństwa heteroseksualne idąc do urzędnika jasno deklarują swoją seksualność (hetero), nie przeszkadza jej, że w sądzie podczas procesu rozwodowego, sąd rozstrzyga czy byli sobie wierni. Pani Pawłowicz przeszkadza to tylko w wypadku par homoseksualnych bo ich intymność ją brzydzi. To jest właśnie przykład homofobii od której tak pokrętnie pani Pawłowicz się odżegnuje, a którą mam nadzieję udowodniłem.

"I dopóki mam dużo sił, a mam, dopóty nikt nie jest w stanie sprawić, bym zaprzeczała prawom natury"

Brawo! Niestety witalność i wigor pani profesor nie przeszkadza jej, przy okazji, notorycznie zaprzeczać prawom logiki.